Przyznam się, że jak zobaczyłem po raz pierwszy komplet tych około-godzinnych albumów Johna MacDougalla Parkera to pomyślałem – kolejny abstrakcyjny, nieemocjonalny, rozległy w swojej formie sound art jakich pełno na rynku. Zbierałem zapas wolnego czasu żeby się skupić na godzinach słuchania, miałem kilka krótszych podejść i… stwierdziłem… że muszę to mieć jak najszybciej w dobrej jakości… i że muszę uhonorować artystę.
Co wyróżnia ten komplet albumów to fakt że nie jest to zwykła improwizacja której celem jest zaintrygowanie słuchacza. Jest to historia kolejnych kroków artysty awangardowego. Z początku z rocznym, potem z trzyletnim stażem… potem z jeszcze większym… Nie są one skierowane do słuchacza tylko „do siebie” – John Parker eksploruje instrument i wsłuchuje się w to co mu z brzmień odpowiada, co mocno wpływa na dalszą twórczość. Takie podejście wydawałoby się dziwne do odsłuchiwania, a eksperymenty trudne do strawienia, a jednak jest całkowicie odwrotnie – czuję się jakbym był niemal narratorem tego co słyszę…
… czuję się pochłaniany za każdą „falą” która jest jakby tymczasowym wzmocnieniem. Narasta, opada i znowu przyciąga moją uwagę. W większości brzmienia są odmienne niż to co prezentuje St Celfer na „bardziej programowych” utworach. Na samym początku, czyli na albumie „O” są one łagodniejsze, bardziej „wodne” lub „burzowe” z wyraźniejszymi rezonansami, by w dalszych albumach „godzinowych” słyszeć jak John odnajduje coś co lubi bardziej – szorstkie szarpania. Dodatkowo – w tych swoich odsłonach St Celfer bardziej wypełnia „przestrzeń dźwiękową” – jest bardziej łagodny a zarazem bardziej donośny klimat. Zamierzam zachęcać Johna do zaczerpnięcia brzmień z jego własnych utworów – do nie zapominania o źródłach. Tak jak pisałem – John jest artystą ewoluującym i poszukującym. Może wespnie się na kolejny szczyt przez kolejną syntezę swoich możliwości?
Zamierzam w najbliższym czasie w kilku postach napisać o swojej słabej umiejętności słuchania i o tym jak się cały czas tego uczę. John Parker nie tylko uczy mnie przez rady odnośnie masteringu ale przez swoją muzykę. Moje umiejętności słuchania ewoluują razem z tym co słyszę u Johna i mogę na swój ograniczony poziom kompetencji stwierdzić: John MacDougall Parker, pseudonim St Celfer tworzy ponad-normalnie dobre dźwięki muzyczne (o tym, że jego muzyka to coś znacznie więcej niż kompozycje dźwiękowe – napiszę innym razem).
PS. mimo że są one interesujące – pominąłem opis koncepcji powstania albumów, anegdoty z nimi związane. Zachęcam do zapoznania się z nimi na stronach albumów: https://hohm.bandcamp.com/